czwartek, 25 października 2012
piątek, 17 sierpnia 2012
Tyle jeszcze do zrobienia!
Nie siedź, nie płacz, nie wiń się, nie wracaj myślami do przeszłości, której już nie zmienisz, nie dręcz się wyobrażaniem sobie, co by było gdyby...bo gdyby babcia miała wąsy to byłaby dziadkiem!
Każdy nowy dzień to szansa! szansa na nie zwariowanie! Rusz dupę i zrób coś, pomaluj paznokcie, posprzątaj w łazience, zrób pranie...bo ile możesz chodzić w tych samych spodniach. Idź pobiegać....
ten post kieruje wyjątkowo do siebie samej...
i mam nadzieję, że nie zapomnę do niego zaglądać codziennie ;-)
Każdy nowy dzień to szansa! szansa na nie zwariowanie! Rusz dupę i zrób coś, pomaluj paznokcie, posprzątaj w łazience, zrób pranie...bo ile możesz chodzić w tych samych spodniach. Idź pobiegać....
ten post kieruje wyjątkowo do siebie samej...
i mam nadzieję, że nie zapomnę do niego zaglądać codziennie ;-)
środa, 15 sierpnia 2012
Sudoku już mnie nie bawi
Pusto w mieszkaniu, bo każdy idzie w swoją stronę, pusto w głowie ( bo nigdy tam zbyt wiele nie było), pusto w sercu...bo czasem tak po prostu bywa, pusto w życiu, bo nie potrafię się pogodzić ze stratą tych, których kocham. Czas - tak, mój największy wróg i sprzymierzeniec zarazem, ale szczerze go nienawidzę! Czuję pustkę i co z tego? Czym mam ją zapełnić? Czym zająć myśli, które płyną wciąż w tę samą stronę błagając o litość? Sudoku już mnie nie bawi.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Mam w dupie głębokie przemyślenia!
Coraz częściej przekonuję się, że moim życiem rządzi bez skrupułów przypadek. Oczywiście, często powtarzam sobie, i nie tylko ja, ale też moi przyjaciele, że uwaga: "TAK MIAŁO BYĆ". Dobrze, zgadzam się, ale kto w takim razie o tym decyduje, że tak a nie inaczej ma być? Nie będzie o Bogu, religii ani o polityce, będzie o mnie i ludziach mi najbliższych. Wiem,że Ruda będziesz prawdopodobnie jedynym czytelnikiem tego" miejsca myśli wszelkich", ale chyba najbardziej zależy mi na samym sformułowaniu tego, co siedzi mi w głowie. W zeszłym roku próbowałam pisać coś podobnego do bloga, z tym, że na kartce papieru, w autobusie, w tramwaju, w kiblu...i wydawało mi się, że jestem świadkiem powstawania kolejnego bestsellera...pech chciał, że moje żale i smutki przelane na papier znalazła moja Mama i wyrzuciła do kosza myśląc, że to mój list pożegnalny. Przypadek...?Nie postarałam się chyba zbytnio, strach pomyśleć, jak poczuliby się czytelnicy tego bestsellera...chwała Ci Mamo, żeś to znalazła i zutylizowała!
Ale miało być o odchodzeniu...Szukając kiedyś tam w zamierzchłej przeszłości pomocy specjalisty w związku z tym, co siedziało i wciąż siedzi mi w głowie, natrafiłam na bardzo sympatyczną, młodą panią psycholog, która uwiadomiła mi jedną ciekawą kwestię. Wówczas nie potrafiłam tego zrozumieć, minął rok i zrozumiałam...Kiedy ktoś nagle odchodzi z twojego życia, porzuca się, rozstaje się, wyjeżdża odczuwasz niesamowity smutek, żal, cierpisz jak jasna cholera, bo wiesz, że kogoś tracisz. Okres godzenie się z tą stratą psychologia nazywa "żałobą po stracie". Nie porównuje jej do żałoby po śmierci bliskiej osoby, ale wskazuje na wiele wspólnych aspektów. Niegłupia to teoria i daje nadzieję na to, że proces godzenia się ze stratą ewoluuje, przechodzi się przez różne jego etapy, ale na końcu tego wszystkiego jest spokój.
Po co ja to w ogóle tutaj piszę? Bo tak łatwiej sobie pewne kwestie przyswoić, zarówno mi, jak i może komuś, kto będzie to czytał.
Wydaje mi się, że jestem teraz gdzieś na początku tej drogi, najpierw uczę się żyć bez Niej...przyzwyczajam do tego Jej Niebytu. Łapię się czasem na tym, że mówię o Niej w czasie teraźniejszym...ale czas już Jej nie dotyczy. Teraz ja muszę się z nim mierzyć. Zabrzmiało tak, jakbym się z nim wcześniej nie mierzyła. Ale prawdą jest, że o śmierci nie myślimy, dopóki nie zawita do naszego życia. Żyjemy sobie tak, jakby nas to nie dotyczyło, jakby działo się tylko w ksiażkach, filmach, w telewizji....a w telewizji przecież kłamią. To bardzo ważne doświadczenie, tak samo ważne jak pierwsze słowo, pierwsza miłość, pierwszy samochód...
Nikt tej żałoby nie przeżyje za mnie i bardzo dobrze!Bo jest moja! Ja mam teraz szansę nauczyć się w życiu czegoś nowego...nauczyć się godzić ze stratą. to chyba najważniejsza lekcja, podczas której muszę pilnie słuchać. Niech to będzie jedna z notatek z tej lekcji...Będzie więcej.
I spokojnie, zabawnie też będzie, jak obiecałam. Jeszcze przyjdzie na to czas...
Ale miało być o odchodzeniu...Szukając kiedyś tam w zamierzchłej przeszłości pomocy specjalisty w związku z tym, co siedziało i wciąż siedzi mi w głowie, natrafiłam na bardzo sympatyczną, młodą panią psycholog, która uwiadomiła mi jedną ciekawą kwestię. Wówczas nie potrafiłam tego zrozumieć, minął rok i zrozumiałam...Kiedy ktoś nagle odchodzi z twojego życia, porzuca się, rozstaje się, wyjeżdża odczuwasz niesamowity smutek, żal, cierpisz jak jasna cholera, bo wiesz, że kogoś tracisz. Okres godzenie się z tą stratą psychologia nazywa "żałobą po stracie". Nie porównuje jej do żałoby po śmierci bliskiej osoby, ale wskazuje na wiele wspólnych aspektów. Niegłupia to teoria i daje nadzieję na to, że proces godzenia się ze stratą ewoluuje, przechodzi się przez różne jego etapy, ale na końcu tego wszystkiego jest spokój.
Po co ja to w ogóle tutaj piszę? Bo tak łatwiej sobie pewne kwestie przyswoić, zarówno mi, jak i może komuś, kto będzie to czytał.
Wydaje mi się, że jestem teraz gdzieś na początku tej drogi, najpierw uczę się żyć bez Niej...przyzwyczajam do tego Jej Niebytu. Łapię się czasem na tym, że mówię o Niej w czasie teraźniejszym...ale czas już Jej nie dotyczy. Teraz ja muszę się z nim mierzyć. Zabrzmiało tak, jakbym się z nim wcześniej nie mierzyła. Ale prawdą jest, że o śmierci nie myślimy, dopóki nie zawita do naszego życia. Żyjemy sobie tak, jakby nas to nie dotyczyło, jakby działo się tylko w ksiażkach, filmach, w telewizji....a w telewizji przecież kłamią. To bardzo ważne doświadczenie, tak samo ważne jak pierwsze słowo, pierwsza miłość, pierwszy samochód...
Nikt tej żałoby nie przeżyje za mnie i bardzo dobrze!Bo jest moja! Ja mam teraz szansę nauczyć się w życiu czegoś nowego...nauczyć się godzić ze stratą. to chyba najważniejsza lekcja, podczas której muszę pilnie słuchać. Niech to będzie jedna z notatek z tej lekcji...Będzie więcej.
I spokojnie, zabawnie też będzie, jak obiecałam. Jeszcze przyjdzie na to czas...
niedziela, 12 sierpnia 2012
Obudzić się choć raz i głowę mieć spokojną
Niedziela ela ela ela ela....dzień jak co dzień. Tylko może trochę bardziej leniwo jest. Niestety system przyzwyczaił moje ciało i ustawił w nim zegarek na 7 rano...żegnaj lenistwo i niedzielne spanie do południa. Mówią, że robota to głupota....
Nie pozostało nic innego jak tylko kolejnego posta wypocić i zaśmiecić internet kolejną nieudaną próbą pisarską. Czasem mi się wydaje, że że posiadam ogromną wiedzę, na temat życia,ludzi, związków...jakbym zeżarła wszystkie rozumy. Ale kiedy przychodzi co, do czego, to nie potrafię zdania skleić i wszystko wydaję się nagle okrutnie banalne. Mogłam zacząć pisać pamiętnik....w zeszycie, w domu, chować go za każdym razem do szuflady i basta. Zachciało mi się blogga;-) Problem z formułowaniem myśli mam nie tylko tutaj, właściwie zawsze. Długo łudziłam się, że posiadam niesamowity dar mówienia wszystkiego, co myślę, szczerego nazywania rzeczy po imieniu. Żeby nie było nieporozumień, niedomówień, konfliktów, plotek....Ostatnio przekonałam się, że jest zupełnie odwrotnie....
Ale zaraz zaraz, nie dajmy się zwariować!Ten blogg miał być zabawny, chociaż pewnie w tej swojej ckliwości i nadmiernej uczuciowości, jest cholernie zabawny!
Niedzielne poranki obfitują w ckliwość. Zbieram się żeby w końcu napisać coś o odchodzeniu...bo chyba głównie dlatego zdecydowałam się prowadzić rejestr myśli dziwnych....Odchodzenie, jakiekolwiek, czy jest to odejście przez śmierć, odejście przez rozstanie, odejście przez porzucenie....odejście przez oddalenie, ma taka samą siłę i równie trudno się z tym pogodzić. Ale dam sobie jeszcze trochę czasu...
Nie pozostało nic innego jak tylko kolejnego posta wypocić i zaśmiecić internet kolejną nieudaną próbą pisarską. Czasem mi się wydaje, że że posiadam ogromną wiedzę, na temat życia,ludzi, związków...jakbym zeżarła wszystkie rozumy. Ale kiedy przychodzi co, do czego, to nie potrafię zdania skleić i wszystko wydaję się nagle okrutnie banalne. Mogłam zacząć pisać pamiętnik....w zeszycie, w domu, chować go za każdym razem do szuflady i basta. Zachciało mi się blogga;-) Problem z formułowaniem myśli mam nie tylko tutaj, właściwie zawsze. Długo łudziłam się, że posiadam niesamowity dar mówienia wszystkiego, co myślę, szczerego nazywania rzeczy po imieniu. Żeby nie było nieporozumień, niedomówień, konfliktów, plotek....Ostatnio przekonałam się, że jest zupełnie odwrotnie....
Ale zaraz zaraz, nie dajmy się zwariować!Ten blogg miał być zabawny, chociaż pewnie w tej swojej ckliwości i nadmiernej uczuciowości, jest cholernie zabawny!
Niedzielne poranki obfitują w ckliwość. Zbieram się żeby w końcu napisać coś o odchodzeniu...bo chyba głównie dlatego zdecydowałam się prowadzić rejestr myśli dziwnych....Odchodzenie, jakiekolwiek, czy jest to odejście przez śmierć, odejście przez rozstanie, odejście przez porzucenie....odejście przez oddalenie, ma taka samą siłę i równie trudno się z tym pogodzić. Ale dam sobie jeszcze trochę czasu...
sobota, 11 sierpnia 2012
Pierwsze koty za płoty
Ja na przykład lubię, kiedy pada i szaro jest, bo podobno rudzielcom do twarzy w odcieniach szarości. I zdjęcia jakieś takie bardziej ostre, ostrość widzenia się poprawia, widzisz jakby więcej. Poza tym włącza się się ten melancholijny nastrój, którego wszyscy się wypieramy, tak samo jak tego, że wcale nie czujemy się samotni. A już na pewno daleko nam do romantyzmu.
Pierwszy post poświęcam wczorajszemu bardzo niespodziewanemu, ale jakże miłemu zdarzeniu. Zupełny przypadek,niezamierzone działanie dobrej warszawskiej duszy, dzięki któremu uśmiechnęłam się do własnych myśli a poziom wiary w człowieka wzrósł o co najmniej kilka stopni. Jak często zdarza ci się spotkać człowieka, który zupełnie bezinteresownie wywoła w tobie zadowolenie, uśmiech, radość? Dodam, ze człowieka zupełnie przypadkowego....chodzą te przypadki po ludziach chodzą.
Na początek tyle, bo trzeba ruszyć z domu nacieszyć się szarością i tym, że deszcz pada....Bo w telewizji mówili, że lato wróci....
Pierwszy post poświęcam wczorajszemu bardzo niespodziewanemu, ale jakże miłemu zdarzeniu. Zupełny przypadek,niezamierzone działanie dobrej warszawskiej duszy, dzięki któremu uśmiechnęłam się do własnych myśli a poziom wiary w człowieka wzrósł o co najmniej kilka stopni. Jak często zdarza ci się spotkać człowieka, który zupełnie bezinteresownie wywoła w tobie zadowolenie, uśmiech, radość? Dodam, ze człowieka zupełnie przypadkowego....chodzą te przypadki po ludziach chodzą.
Na początek tyle, bo trzeba ruszyć z domu nacieszyć się szarością i tym, że deszcz pada....Bo w telewizji mówili, że lato wróci....
Subskrybuj:
Posty (Atom)